środa, 23 marca 2016

Początek dnia - Beginning of the day - Guarana

Mój początek dnia zaczynam od... guarany!
(może nie taki początek, tak naprawdę dopiero jak dojadę do pracy i już jestem po śniadanku, ponieważ nie ryzykowałabym piciem guarany na pusty żołądek- może podrażnić ) 





Jest to świetna alternatywa dla osób, które jak JA nie mogą pić kawy, gdyż źle to wpływa na ich organizm (zakwaszenie) . Do tej pory piłam co najmniej dwie kawy dziennie, mimo to, chodziłam senna i nie miałam zbyt energii oraz chęci na cokolwiek. Więc spróbowałam odstawić kawę i zastąpić ją czymś innym. To był strzał w dziesiątkę ! Lecz tak ,jak prawie wszystko ma to również swoje minusy... Już mówię o co chodzi. Sypię tego specyfiku tylko jedną płaską łyżeczkę 


 


Zalewam tylko odrobiną wody ( może więcej, niż odrobinę tak "połowę kubka") i mieszam przez parę sekund, aż do całkowitego rozpuszczenia się guarany, by nie było żadnych grudek.




Tak wiem, wygląda jak smaczne kakao, bądź czekolada, lecz... tak nie jest. Smakuję.... okropnie! (dlatego zalewam tylko pół kubka, gdyż całego bym nie wypiła). Piję (nie smakuję) wszystko na raz, popijam wodą i czekam... by nie zwymiotować. Gdy już przejdę przez ten cały "zabieg" jestem szczęśliwa, ogrania mnie euforia (prawie jak po kawie) i mam wrażenie, że jestem w stanie zdobyć cały świat (cudowne uczucie), mam wiele pomysłów, energii i zapału do działania (nawet ten post piszę bez zastanowienia i same mi palce piszą po klawiaturze, bo piłam przed chwilą guaranę). Taki efekt utrzymuję się mi prawię do wieczora, jak na razie, ponieważ możliwe, że może to ulec zmianie, po długotrwałym stosowaniu (zobaczymy). Jak na tą chwilę to polecam każdemu wypróbować guarany na własnej skórze (nie chodzi mi tu oczywiście o wcieranie jej w ciało). 

Innym zamiennikiem kawy, choć wydaję mi się, że o słabszym działaniu, może być zielona herbata, która podobno odchudza, lecz ja osobiście mam po niej apetyt i objadam się nie widząc tego oto działania. Fascynujący jest widok zaparzonej herbaty, gdy unosi się nad nią para, dodając do tego promienie słoneczne, nasze oczy ujrzą kolorową tęczę (zawsze uwielbiałam takie zjawiska), lecz to tak na marginesie. Niestety nie potrafiłam złapać tego momentu na zdjęciu.


 


Podobno napar z pierwszego parzenia działa pobudzająco-zawiera dużo teiny, z drugiego zaś uspokajająco, pomaga radzić sobie z napięciami emocjonalnymi i stresem. Chociaż ja osobiście, preferuję na stres melisę (obecnie mam wersję tą z biedronki z pomarańczką).
Zielona herbata jest ulubieńcem mojego taty , więc tak oto spędzamy niedzielne popołudnia. 
Mianowicie mam świadomość, że prawdziwy kawosz, nigdy w świecie nie zamieni kawuni, na nic innego. Oczywiście ja również, piłabym ją do tego pory, gdyby nie moje problemy z wrażliwym żołądkiem.



 

A wy co pijecie na pobudzenie? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz